Ulewa kontratakuje! Nie tylko turyści narzekają na pogodę. Rolnicy są przerażeni: „To już nie deszcz – to katastrofa”
Wakacyjna pogoda zawiodła. Ale to nie plażowicze mają najgorzej
Lato 2025 przejdzie do historii jako jedno z najbardziej deszczowych i nieprzewidywalnych. Gdy turyści masowo skarżą się na brak słońca i zalane ulice nadmorskich miejscowości, w cieniu pozostaje dramat rolników, którzy codziennie toczą walkę o ocalenie swoich plonów. Ulewne deszcze, które od kilku tygodni nawiedzają znaczne obszary Polski, nie tylko psują wakacje, ale dewastują pola uprawne i uniemożliwiają przeprowadzenie żniw. To już nie jest tylko problem – to narastający kryzys, który może zagrozić bezpieczeństwu żywnościowemu kraju.
Choszczno w sieci - Spis treści
Rolniczy dramat 2025 – kombajny grzęzną, a zboże gnije
W wielu regionach Polski – od Żuław Wiślanych po Pomorze Zachodnie, Kujawy i Lubelszczyznę – pola uprawne są całkowicie przesiąknięte wodą. Miejscami stanowią jedno wielkie bagno, w którym grzęzną nie tylko traktory i kombajny, ale też nadzieje na udane żniwa.
Rolnicy zgodnie relacjonują, że gleba nie wchłania już wody, a każdy wjazd maszyn rolniczych kończy się koniecznością ich wyciągania ciężkim sprzętem. Koszty napraw, przestojów i zniszczeń są gigantyczne, a straty nieodwracalne.
Dodatkowo, ze względu na opóźnienia i wysoką wilgotność, zboże na polach zaczyna porastać, co oznacza, że nie nadaje się już do sprzedaży jako ziarno konsumpcyjne. – „Ziarno jest zniszczone. Będzie tylko na paszę, jeśli w ogóle” – mówią zdesperowani gospodarze z powiatu nowodworskiego.
Apel do rządu: ogłoście stan klęski żywiołowej!
Związek Izb Rolniczych oraz lokalne samorządy apelują do władz centralnych o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej w regionach najbardziej dotkniętych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Tylko w ten sposób możliwe byłoby:
-
skorzystanie z pomocy wojska lub służb wyposażonych w ciężki sprzęt,
-
uproszczenie procedur związanych z szacowaniem strat,
-
szybkie wypłaty odszkodowań i wsparcia dla rolników.
Na razie jednak rząd pozostaje bierny, a Ministerstwo Rolnictwa nie wydało żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Czas działa na niekorzyść gospodarzy, a każdy dzień opóźnienia to kolejne miliony złotych strat.
Żniwa jak pole bitwy – relacje z terenów zalanych
Na Żuławach sytuacja przypomina stan klęski humanitarnej. – „Nigdy nie widzieliśmy takiego roku. Nawet w najgorszych sezonach były okna pogodowe, gdzie dało się coś zebrać. Teraz nie ma nic. Deszcz leje dzień po dniu. Pola stoją w wodzie. To nie są żarty” – mówi pan Krzysztof, rolnik z gminy Stegna.
W mediach społecznościowych krążą zdjęcia tonących maszyn rolniczych, rozjechanych łanów zboża i dramatycznych prób ratowania choćby części plonów. W gminie Złotów kombajn stoczył się z mokrej skarpy i dachował. Na szczęście operatorowi nic się nie stało, ale sytuacja była poważna.
W Janowicach (woj. lubelskie) kombajn zawisł na skraju pola, z którego nie dało się go wyciągnąć bez udziału ciężarówki z wciągarką. – „Próbowaliśmy sami. Wciągaliśmy ciągnikami, paskami, łańcuchami. Bez skutku. Zablokowany ruch, zmarnowany dzień” – mówi właściciel gospodarstwa.
Rolnicy rozgoryczeni: „Pomoc jest tylko na papierze”
Choć formalnie można składać wnioski o oszacowanie strat do gmin, w praktyce – jak mówią rolnicy – system nie działa. – „Trzeba udowodnić fizyczne zniszczenia, ale jak udowodnić porost ziarna? Albo fakt, że nie można wjechać na pole? Komisje nie mają sprzętu, nie chcą przyjeżdżać w błoto” – mówi rolnik z kujawsko-pomorskiego.
Dodatkowym problemem są ubezpieczenia. Większość gospodarzy ma polisy obejmujące suszę i gradobicie, ale zalanie pól i nadmiar wody w glebie często nie są ujęte w standardowych pakietach. Firmy ubezpieczeniowe umywają ręce, a gospodarze zostają z niczym.
Ekstremalne lato – czy pogoda w ogóle się poprawi?
Prognozy meteorologów są niepokojące. Według IMGW, w wielu regionach deszcze utrzymają się jeszcze co najmniej do połowy sierpnia. Nawet jeśli pojawi się przejaśnienie, ziemia potrzebuje wielu dni bez opadów, by choć częściowo przeschnąć i umożliwić wjazd ciężkich maszyn.
– „Potrzebujemy co najmniej tygodnia słońca i bezdeszczowej pogody. Dopiero wtedy ruszą prace. Ale jeśli wrócą ulewy – to po prostu koniec sezonu” – mówi rolnik z powiatu malborskiego.
Czy czeka nas drożyzna żywności? Eksperci biją na alarm
Zniszczone zbiory, zmniejszona podaż zboża, porażone plantacje warzyw i owoców – to recepta na wzrost cen żywności. Eksperci ostrzegają, że skutki obecnej sytuacji na polach odbiją się na rynku już jesienią.
-
Ceny chleba i mąki mogą wzrosnąć o 20–30%,
-
Kukurydza na paszę drożeje, co wpłynie na ceny mięsa,
-
Warzywa gruntowe, szczególnie ziemniaki i marchew, mogą być trudniej dostępne.
– „Zanosi się na to, że Polacy poczują skutki deszczowego lata nie tylko na plaży, ale przede wszystkim w portfelu” – mówi ekonomista z Instytutu Gospodarki Rolnej.
Wakacyjna cisza nocna vs. rolniczy dramat
W czasie, gdy kurorty próbują podtrzymać sezon turystyczny, a turyści narzekają na „nudę z powodu deszczu”, na wsiach rozgrywa się prawdziwy dramat. Rolnicy są wściekli na brak zainteresowania ze strony mediów, władz i opinii publicznej. – „Każdy pisze o zalanych deptakach, ale nikt nie mówi o zalanych hektarach. A przecież to my produkujemy jedzenie. Bez nas będzie głód” – mówią gospodarze.
Niektórzy z nich otwarcie przyznają, że rozważają zaprzestanie produkcji rolnej. – „Nie opłaca się. Ryzyko jest zbyt duże, a pomoc żadna. Chyba zacznę wynajmować pokoje turystom, jak reszta wsi. Przynajmniej nie zatonę w błocie” – ironizuje rolnik z Pomorza.
Czy rząd zareaguje? Presja rośnie
Coraz więcej samorządów podejmuje uchwały wzywające rząd do reakcji. W niektórych powiatach powołano już lokalne sztaby kryzysowe. Ale na poziomie centralnym – cisza. Żadnych decyzji, żadnych zapowiedzi pomocy, żadnych wytycznych dla urzędów wojewódzkich.
Minister Rolnictwa unika jednoznacznych deklaracji, zasłaniając się „monitorowaniem sytuacji”. Tymczasem rolnicy potrzebują konkretnych działań tu i teraz, a nie zapowiedzi analiz.
Co można zrobić? Głos rolników:
Rolnicy proponują konkretne rozwiązania:
-
Uruchomienie rezerwy budżetowej na wypłaty rekompensat,
-
Zezwolenie na użycie sprzętu wojskowego w najtrudniej dostępnych terenach,
-
Uproszczenie procedur klęskowych – możliwość składania wniosków online i zdalne szacowanie szkód,
-
Wprowadzenie wakacji kredytowych dla gospodarstw rolnych,
-
Przyspieszenie wypłat dopłat unijnych jako wsparcia płynnościowego.
– „Nie chcemy łaski. Chcemy, żeby państwo, które żyje z naszej pracy, w końcu nas zauważyło” – mówią rolnicy.
Podsumowanie: Katastrofa nie tylko pogodowa, ale systemowa
W 2025 roku rolnictwo znalazło się na granicy przetrwania. Pogoda tylko obnażyła słabość systemu – brak planu kryzysowego, niewydolną pomoc publiczną i biurokratyczne blokady. Deszcze jeszcze się nie skończyły, a plony już się kończą.
Jeśli rząd nie zareaguje natychmiast, Polska może obudzić się w rzeczywistości, w której puste półki i horrendalne ceny będą nową normalnością. A wszystko dlatego, że przez tygodnie ignorowano dramat ludzi, którzy żyją z ziemi – i dla ziemi.

















