E-skierowania na COVID wracają! Ostatnie próby wyszczepienia się nie udały, więc teraz znów straszą społeczeństwo
Nowa fala czy nowa narracja?
Główny Inspektorat Sanitarny ogłosił, że w ostatnim tygodniu w Polsce odnotowano 5 tysięcy zakażeń COVID-19. To hasło błyskawicznie poszło w eter – i nie bez powodu. Bo dokładnie 9 września uruchomiono e-skierowania na bezpłatne szczepienia w Internetowym Koncie Pacjenta. Przypadek? Mało prawdopodobne. To raczej kolejna odsłona akcji wyszczepiania, którą rząd próbuje sprzedać obywatelom pod hasłem „dla twojego dobra”.
Choszczno w sieci - Spis treści
Darmowe szczepionki dla każdego
Resort zdrowia chwali się, że kupił szczepionki, a NFZ sfinansuje całą procedurę. Zasada prosta: pacjent podwija rękaw, a reszta „dzieje się sama”. Do wyboru kilka wariantów:
-
jednodawkowa Spikevax LP.8.1. od Moderny – dla osób od 12. roku życia,
-
dwie dawki dla pacjentów z ciężkim niedoborem odporności,
-
wersja pediatryczna od 6. miesiąca życia.
Brzmi pięknie – tylko że społeczeństwo ma w pamięci miliony zmarnowanych dawek z poprzednich akcji.
Straszenie działa lepiej niż logika
Statystyka wygląda groźnie w mediach: 5 tysięcy przypadków w tydzień. Ale w kraju liczącym 38 milionów obywateli, to kropla w morzu. Mimo to przekaz jest jasny: „wirus wraca, trzeba działać”. I właśnie w tym momencie pojawia się „rozwiązanie” – gotowe e-skierowania.
To klasyczny schemat: najpierw problem, potem panika, a na końcu oferta niczym z reklamy: „szczep się już dziś – za darmo”.
Dlaczego poprzednio się nie udało?
Bo Polacy po prostu nie kupili narracji. Wiele osób przyjęło dawki na początku, ale z czasem entuzjazm spadał. Ludzie widzieli, że szczepionka nie zatrzymuje transmisji wirusa, a kolejne dawki pojawiały się niczym odcinki tasiemcowego serialu. W efekcie społeczeństwo zaczęło odwracać się od akcji szczepień.
I właśnie dlatego teraz potrzebne jest odgrzewanie kotleta. Bo skoro nie udało się poprzednio, może uda się tym razem.
Cyfrowa smycz obywatela
E-skierowania to nie tylko medycyna. To także kolejny krok w stronę cyfrowej kontroli. Papierowe skierowania poszły w zapomnienie, teraz system sam decyduje, co pacjent powinien zrobić. Klikasz w Internetowe Konto Pacjenta – i już czeka na ciebie zaproszenie na szczepienie.
Pytanie tylko, czy to jeszcze profilaktyka zdrowotna, czy już testowanie granic posłuszeństwa?
Komercyjne szczepionki – interes musi się kręcić
Oczywiście, państwo daje darmowe preparaty. Ale obok nich dostępne będą szczepionki komercyjne. Można je przyjąć w aptece albo w POZ – tyle że odpłatnie. Tak więc nawet jeśli ktoś nie zaufa państwowej darmowej wersji, rynek i tak zarobi.
To idealny układ: podatnik płaci za darmowe szczepienia, a jednocześnie tworzy się rynek prywatny, który dodatkowo generuje zysk.
Społeczeństwo coraz mniej naiwne
Problem w tym, że Polacy nie są już tak łatwowierni jak na początku pandemii. Pamiętają zamykanie lasów, absurdalne przepisy i miliardy wydane na preparaty, które w dużej mierze skończyły w koszu. Dlatego dzisiaj, gdy słyszą o „wzroście zakażeń” i „nowych e-skierowaniach”, reakcja jest sceptyczna.
W sieci dominują pytania:
-
dlaczego mamy wierzyć, że tym razem będzie inaczej?
-
po co kolejne dawki, skoro poprzednie nie zatrzymały epidemii?
-
czy to jeszcze zdrowie publiczne, czy raczej polityka i biznes?
Nowa akcja, stara śpiewka
Rząd stawia na to samo narzędzie co zawsze – strach. Straszenie wirusem, liczby bez kontekstu, dramatyczne komunikaty. Do tego cyfrowa automatyzacja w postaci e-skierowań.
To nic innego jak sequel, w którym zmienia się tylko dekoracja. Widzowie już to oglądali – i nie są zachwyceni.
Podsumowanie – czy ktoś jeszcze w to wierzy?
E-skierowania na COVID to powrót do starego schematu. Najpierw liczby zakażeń, potem narracja o konieczności działań, a na końcu darmowe szczepionki, które ktoś musi przyjąć, żeby nie trafiły do utylizacji.
Tymczasem społeczeństwo coraz częściej mówi: „dziękujemy, już to widzieliśmy”. I właśnie w tym tkwi problem – bo nawet najlepsza propaganda nie zadziała, jeśli ludzie przestaną ją kupować.

















